#PierwszyMistrzPolski: Stanisław Mielech – Piłkarz, legionista, literat i… “matka”

Stanisław Mielech jest legendą sam w sobie – jest postacią tak wpływową i autonomiczną w swych działaniach oraz pomysłach, że z pewnością zapewnił on sobie po wsze czasy miejsce w piłkarskim panteonie bez jednoznacznego “oddawania się” we władanie jednemu tylko klubowi.

Paweł Mazur “depesz”

Przedstawienie sylwetek mistrzów z 1921 roku rozpocznijmy od Stanisława Mielecha, grającego zwykle na pozycji łącznika, lub też napastnika. Dlaczego właśnie od niego? Można by znaleźć co najmniej kilka powodów dla uzasadnienia tego wyboru, ale przyjmijmy, że zdobyty przez Mielecha pierwszy gol w fazie finałowej rozgrywek o Mistrzostwo Polski jest dobrym powodem, aby oddać palmę pierwszeństwa właśnie temu piłkarzowi.

Ponadto będzie to też spojrzenie nieco wbrew przyjętej konwencji, bowiem rzadko się słyszy akurat w jego przypadku stwierdzenie “legenda Cracovii”. Jest to zapewne spowodowane nie tyle faktem, że byłoby to twierdzenie nieuprawnione – bo istotnie Mielech zasługuje w każdym calu na określanie go mianem legendy Pasów – a tym, że nie należy on do tej grupy piłkarzy, którym można przyporządkować jednorodną przynależność klubową. Przeciwnie, jego legendę w istotny sposób pragnąłby przeciągnąć na swoją stronę inny klub, dla którego Mielech jest tym, kim dla Cracovii Lustgarten.

Na szczęście Stanisław Mielech jest legendą sam w sobie – jest postacią tak wpływową i autonomiczną w swych działaniach oraz pomysłach, że z pewnością zapewnił on sobie po wsze czasy miejsce w piłkarskim panteonie bez jednoznacznego “oddawania się” we władanie jednemu tylko klubowi.

Foto: Warszawa, 15 sierpnia 2009. Jeden z banerów rocznicowych Legii, przedstawiający założyciela klubu – Stanisława Mielecha. Fot. Paweł Mazur (Terazpasy.pl)

Spróbujmy jednak przedstawić koleje losu naszego bohatera zgodnie z chronologią, a więc zacznijmy od początków piłkarstwa pod Wawelem i najlepiej oddajmy głos samemu Mielechowi, który w wieku 12 lat – w roku 1906 – przeniósł się wraz z rodziną z Podkarpacia do Krakowa.

Moja piłkarska kariera zaczęła się w roku 1907… Chodząc jednak codziennie na Błonia, wnet nauczyłem się odróżniać kluby i nawet nie wiem, kiedy stałem się kibicem Cracovii… Bożyszczem moim był wówczas Staszek Szeligowski… Marzyłem o tym, by tak się nauczyć wózkować jak on, bo z całej techniki najbardziej imponował mi jego wózek .

Mielech przed tym, jak trafił do Cracovii występował w Wiśle ale tego typu sytuacja – czyli zmiana barw, a nawet jednoczesna (!) gra w barwach Cracovii i Wisły – była w ciągu pierwszych kilkunastu lat krakowskiego piłkarstwa na porządku dziennym. Nasz bohater trafił do zespołu z czarnowiejskiej strony Błoń w roku 1910; a trafił tam dlatego, że Cracovia miała ówcześnie 12 (!) drużyn juniorskich, podczas gdy w Wiśle Mielech został włączony do drużyny juniorskiej numer 3. W pierwszej drużynie zadebiutował w czerwcu 1911 roku pod pseudonimem “Meloch” i od razu zdobył zresztą swojego debiutanckiego gola; choć jak sam przyznawał stało się to przez zupełny przypadek, bo w zamierzeniu strzał z ostrego kąta miał być dośrodkowaniem.

Już w roku 1912 opuścił jednak zespół Czerwonych i to po zajściu gwałtownym, związanym z incydentem do jakiego doszło w wiślackiej szatni po jednym ze spotkań. Jak sam opisał ową sytuację w książce “Gole, faule i ofsajdy”: Romański, zawodnik I drużyny (pseud. “Kusy”), znieważył czynnie jednego z minorków.  [“minorkami” Mielech nazywał juniorów Wisły, grających zwykle w zespole rezerwowym – przyp. P.M.]. Sprawa otarła się o zarząd klubu, lecz zwolennicy “Kusego” mieli tam większe wpływy. Odpowiedzieliśmy na to gremialnym wystąpieniem z klubu i przeniesieniem się do Cracovii. Od razu znalazłem miejsce w rezerwie. Przyszłość wykazała, że Wisła wiele straciła, bo przez naszą secesję pozbyła się kilku utalentowanych zawodników. Moje przejście do Cracovii, gdy miałem widoki na grę w I drużynie Wisły, bądź co bądź jednej z najlepszych drużyn w Polsce, było z punktu widzenia sportowego dobrowolną degradacją .

Do relacji Mielecha można dopowiedzieć, że chodzić miało o uderzenie, lub wręcz pobicie jednego z młodzików. Ale też wczytując się w szczegóły można zrozumieć powody “wpływów zwolenników Romańskiego w zarządzie klubu”, którzy zadbali o to, by sprawa zamieciona została pod dywan – “Kusy” był jednym z najlepszych, na pewno najbardziej obiecujących zawodników “Czerwonych” tamtych czasów. Mimo, że w momencie opisywanego zajścia miał zaledwie 20 lat, to w barwach Wisły grał od roku 1907, a wiślaccy historycy posuwają się nawet go nazywania go “współzałożycielem klubu”. W tej sytuacji ciężko się dziwić, że Mielech i jego koledzy stali na straconej pozycji, ale też nie ma się czym martwić, bowiem Cracovia na owym konflikcie wyłącznie zyskała. Nim minął rok od debiutu Mielecha w pierwszej drużynie Wisły ten obiecujący piłkarz ofensywny zadebiutował w barwach Cracovii w wygranym 3:2, wyjazdowym meczu towarzyskim z Deutscher Sportverein Troppau (Opawa).
Pseudonim, jaki przyjął Mielech w Cracovii to “Wieruski”, choć używał też i starego: “Meloch”.

Głównym powodem mego wstąpienia do Cracovii był nie tylko sentyment do niej i solidarność koleżeńska; magnesem był trener czeski Kożeluch, który w Cracovii rozpoczął treningi… Ja byłem z Kożeluchem na bakier z powodu mojej skłonności do wózkowania… Doszło do tego, że ten “dobry” trener chodził do szatni naszych przeciwników i namawiał przed meczem lewego pomocnika, by mnie kopał po nogach, jeżeli będę chciał “kiwać go wózkiem”  – opisywał w sobie właściwy sposób anegdotyczno-żartobliwy całą sytuację związaną z przystąpieniem do zespołu Pasów Mielech w jednym z wydawnictw rocznicowych Cracovii.

W barwach Pasów zdobywał tytuły: Mistrza Galicji (1913), Mistrza Polski (1921), a także brązowy medal Mistrzostw Polski (1922). Jako piłkarz Cracovii dwukrotnie zagrał też w barwach reprezentacji Polski – w tym w grudniu 1921 roku wystąpił w kolejnym historycznym, bo pierwszym międzypaństwowym meczu reprezentacji Polski (przegrana z Węgrami w Budapeszcie 0:1). Głównymi atutami tego gracza było znakomite wyszkolenie techniczne, dobry drybling, a także celne dośrodkowania i kąśliwe strzały. Z tego powodu najczęściej występował na pozycji łącznika (prawoskrzydłowego), ale niekiedy także jako klasyczny napastnik.

Foto: Budapeszt, 18.12.1921. Drużyna Polska przed pierwszym oficjalnym meczem międzypaństwowym. (Węgry – Polska 0:1). Stoją od lewej: Pozsonyi, Kuchar, Szyc, Einbacher, Weyssenhoff, Sperling, S. Loth, Marczewski, J. Loth, Mielech , Cetnarowski, Babulski, Kałuża, Leser, Gintel. Klęczą od lewej: Styczeń, Cikowski, Synowiec – fot. Przegląd Sportowy, nr 32, 24.12.1921.

Mielech grał dla Cracovii od 1912 do 1923 roku, jednak – to trzeba zaznaczyć – z pewnymi przerwami, przypadającymi na jego okres “legionowy”, kiedy to występował w “Drużynie Legionowej”, a następnie w warszawskiej Koronie. Przyjmuje się, że stałe występy Mielecha w Cracovii to lata 1912-1915 i 1919-1922/3, gdyż w okresie od 1916 do 1919 roku te występy wprawdzie również się zdarzały, lecz były one sporadyczne.

Łącznie Mielech-Pasiak ma na swoim koncie grubo ponad sto meczów (zarówno mistrzowskich, jak i towarzyskich), a z okazji setnego występu otrzymał nawet od klubu pamiątkowy złoty sygnet. Wedle znanych dziś źródeł ostatnim jego występem w szeregach Cracovii – podobnie jak debiut – był mecz poza granicami Polski, tym razem w Paryżu: przegrane 2:5 starcie zespołem Red Star Olimpique zdobywcą Pucharu Francji w 1922 roku (nota bene: z klubem, którego założycielem był sam Jules Rimet). Spotkanie to zostało rozegrane… 1 stycznia 1923 roku. 

Temat tego meczu i jego daty zostawmy jednak na inna okazję, ponieważ i bez dodatkowych dygresji Mielech ma nam wiele do opowiedzenia.

W swym doprawdy fascynującym i przezabawnym tekście “Kiedy byłem matką” opublikowanym w 1938 roku w piśmie “Raz, dwa, trzy” były gracz Pasów szczegółowo przedstawia początkowe lata krakowskiego piłkarstwa. Między innymi żartobliwie opisuje tam też na czym polegało owo “bycie matką” i jakie były najlepsze karty przetargowe do uzyskania tej roli. Dziś zamiast “matka” powiedzielibyśmy po prostu: kapitan jednego z zespołów, w sytuacji gdy rozpoczynamy grę z kombinowanych zawodników i należy stworzyć dwie stające naprzeciwko siebie drużyny.

To “matkowanie” weszło jednak Mielechowi wyraźnie w krew: zaczął krzewić swe matczyne zapędy w Legionach i tak – po różnorakich perturbacja, rozchodzeniu i zbieraniu się na nowo – Mielech wraz z innym byłym Pasiakiem, Antonim Poznańskim, stworzyli ową “Drużynę Legionową”. Jako ciekawostkę można dodać, że Mielech został zwerbowany przez Poznańskiego do “Drużyny Legionowej” w roku 1916 na dworcu w Petricau (Piotrków Trybunalski), drużyna powstała “formalnie” na Wołyniu, a reaktywowana został cztery lata później w… Warszawie.

W każdym razie od tej drużyny całkiem słusznie swój byt wywodzi Legia Warszawa, przesuwając jednak tym samym w sposób wątpliwy datę swojego powstania jako klubu. Wracając jednak do naszego bohatera: to właśnie Mielech wymyślił nazwę “Legia”. Natomiast po śmierci Poznańskiego właśnie “Wieruski” już samodzielnie pełnił rolę “matki” w Legii i wyciągał do swojej nowej drużyny co lepszych graczy – wielokrotnie wyciągał ich zresztą z Cracovii, zwłaszcza do roku 1926. W 1927 roku niegdyś szybki niczym orkan skrzydłowy, specjalizujący się w kiwkach przy pełnym biegu, zakończył karierę piłkarską i szybko rozstał się z sylwetką futbolisty. Już wkrótce żartowano z niego w pewnej karykaturze: Deski tuszy był przed laty, Gonił był ten wiatr skrzydlaty, Tu był tam był, w oczach ginął, stąd przezwano go “maszyną”. Beczki tuszy jest on dzisiaj, postać ma niedźwiedzia-misia, więc “Molochem” go przezwano, I pasuje mu to miano.  

Foto: Mielech jako Prezes Związku Dziennikarzy Sportowych (drugi od prawej) – fot. z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Nawet przybierając na wadze Mielech-“Moloch” był jednak wciąż zadziwiająco krzepki w swoich działaniach i tak zdarzało się, że do Warszawy w sposób dość nieoczekiwany koledzy Mielecha trafiali też w innej roli. Prawdopodobnie niewiele osób kojarzy dziś, że w zespole “Wojskowych” szkoleniowcem i kierownikiem technicznym był przez kilka miesięcy roku 1930 sam… Józef Kałuża!

Na tego rodzaju “menadżerskiej” robocie – a raczej, jak powiedziano by wówczas: “kaperowaniu” zawodników i trenerów – aktywność Mielecha wcale się jednak nie kończyła. W Legionach dwukrotnie został odznaczony Krzyżem Waleczności za zasługi bojowe i jego związek z wojskiem pozostał już trwały.

Niejako “po linii wojskowej” został później również Generalnym Inspektorem Ceł w Wolnym Mieście Gdańsku. Robił jednak wciąż karierę na wielu polach: jeszcze jako piłkarz pisywał do niejednej gazety – nie był w tym zresztą osamotniony, inni koledzy z boiska również chętnie sięgali po pióro i ich dzieła też można było spokojnie analizować przy stoliku w Kawiarni Bizantza. Mielech był jednak o tyle wyjątkowy, że działając na wielu polach jednocześnie na wszystkich odnosił sukcesy. W swych literackich pracach niezmordowanie opisywał zagadnienia taktyczne, był jednym z czołowych teoretyków futbolu i, być może przede wszystkim, jednym z twórców, a z całą pewnością najaktywniejszych propagatorów określenia “krakowska gra”. Posiadał również autentyczny talent pisarski, jego teksty były zabawne, inteligentne i celne – tak jak jego strzały i dośrodkowania. Mielech zresztą komentował również mecze w transmisjach radiowych. Nie może dziwić, że został także Prezesem Związku Dziennikarzy i Publicystów Sportowych RP.

Foto: Warszawa, 10.09.1933. Mielech jako komentator radiowy: stadion Wojska Polskiego w Warszawie, mecz Polska – Jugosławia 4:3 (1:2) – fot. z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Trzy powojenne publikacje Mielecha: “Style, szkoły i systemy w piłce nożnej”, “Gole, faule i ofsajdy” oraz “Sportowe sprawy i sprawki” powinny być lekturą obowiązkową każdego kibica Pasów. Zwłaszcza tych kibiców, którzy interesują się historią “Biało-Czerwonych” i chcieliby wiedzieć skąd wzięło się pojęcie “krakowskiej gry” i co ono dokładnie oznacza – przynajmniej według Mielecha.

W czasie I Wojny Światowej “Wieruski” został internowany na Węgrzech, co zważając na okoliczności i na jego legionową przeszłość było zapewne najlepszym losem, jaki mógł go spotkać. Dzięki temu po powrocie z internowania od 1945 roku Mielech wchodził w skład Rady Seniorów Cracovii, a w roku 1946 został także wiceprezesem PZPN. No i wreszcie od 1947 roku aż do śmierci w roku 1962 był kierownikiem Działu Sportowego w “Życiu Warszawy”.

Można powiedzieć że od 1907 do 1962 roku – przez długie 55 lat – Mielech zawsze czuł do Cracovii “sympatię szczególną”. I chyba to jednak ten klub był najbliższy jego sercu – bliższy nawet od Legii, której był współtwórcą. Ale Mielech mimo tego sentymentu potrafił też się Cracovii sprzeciwiać, a nawet działać wbrew jej interesom – o ile uważał, że interesy te nie są zbieżne z interesem polskiej piłki. Najbardziej było to widoczne w drugiej połowie lat dwudziestych, gdy Mielech należał do największych orędowników stworzenia ligi, podczas gdy prezes Cetnarowski “trwał w swych okopach”.

Historia bardzo szybko przyznała zresztą rację Mielechowi, a upór Cetnarowskiego w tej sytuacji na wiele się nie zdał. Ale na opis tego sporu przyjdzie może czas kiedy indziej.

Paweł Mazur “depesz”

Artykuł powstał przy wykorzystaniu materiałów i zdjęć opublikowanych na portalach: WikiPasy.pl, historiawisly.pl, legia.com, w tym cytatów z książki: “Faule, gole, ofsajdy…” oraz wydawnictwa z okazji 50-lecia KS Cracovia i strony polskieradio.com.

Dodaj komentarz