#PierwszyMistrzPolski: Cracovia – Polonia Warszawa 3:0 (1:0) – Kałuża odzyskuje pewność strzału

W trzecim meczu finałów Mistrzostw Polski roku 1921 do Krakowa zawitała Polonia Warszawa. Rywal ten okazał się zdecydowanie bardziej wymagający niż Łódzki Klub Sportowy, lecz mimo to nie zdołał pokrzyżować szyków miejscowych, którzy wygrali 3:0.

Paweł Mazur “depesz”

W trzecim meczu finałów Mistrzostw Polski roku 1921 do Krakowa zawitała Polonia Warszawa. Rywal ten okazał się zdecydowanie bardziej wymagający niż Łódzki Klub Sportowy, lecz mimo to nie zdołał pokrzyżować szyków miejscowych, którzy wygrali 3:0.

Cztery miesiące wcześniej, 1 maja 1921 roku Cracovia w towarzyskim meczu rozbiła “Polonistów” wynikiem 7:1 i niektórzy przypuszczali, że sytuacja ma szansę się powtórzyć. Te kilka miesięcy pokazały jednak, że Polonia także zamierza stanowić licząca się siłę w polskiej piłce nożnej. Różnica pomiędzy meczem majowym była więc zasadnicza i odnotowywały ją wszystkie w zasadzie relacje: w maju Polonia poległa gładko, we wrześniu wykazała, że jest przeciwnikiem , którego lekceważyć niepodobna . Nie zmieniło się tylko jedno: w obu spotkaniach Pasiacy zagrali znakomicie, więc nawet lepiej dysponowany i waleczny rywal nie był w stanie ich powstrzymać.

Stefan Popiel strzegący bramki Cracovii trzymał wszystko pewnie; niepotrzebne wybieganie z bramki stwarzało kilka razy niebezpieczne sytuacje dla Cracovii. Pochwały zyskali również świetni defensorzy – Ludwik Gintel i Stefan Fryc – o których pisano: pierwszy to wspaniały taktyk o pewnym i dobrze obliczonym rzucie, drugi to niszczyciel ataków przeciwnika. Idąc dalej w ocenach piłkarzy możemy przeczytać: Mielech i Sperling na skrzydłach bez zarzutu. Jeśli wierzyć “Przeglądowi Sportowemu” to w pomocy najlepszym był Cikowski, mało ustępował mu Styczeń i Synowiec, którego gra głową budziła powszechne uznanie. Znaleźć możemy jednak relację, która wyżej ceniła sobie występ Synowca – w gazecie “Czas” pisano, że to właśnie on wiódł prym w linii środkowej Cracovii.

W spotkaniu tym zagrał także zawodnik z drużyny juniorów – Henryk Limanowski – który zastąpić musiał niedysponowanego doskonałego prawego łącznika Bolesława Kotapkę. Był to jedyny występ Limanowskiego w rozgrywkach i zdecydowanie nie był to występ udany (relacje zgodnie wskazywały na młokosa, jako na najsłabsze ogniowo w drużynie Cracovii), lecz zapewnił mu ostatecznie tytuł Mistrza Polski.

Bezsprzecznie natomiast w ataku na pierwsze miejsce wybił się Kałuża, którego precyzyjne passingi i celne strzały na bramkę wywoływały częste burze oklasków. Mielech i Sperling na skrzydłach bez zarzutu, a Kogut sprawił wszystkim miłą niespodziankę, grając sprawnie i celowo.
I choć nie wszyscy równie entuzjastycznie wypowiadali się na temat gry Koguta, to jednak ogólny przekaz dotyczący koncertowej gry Cracovii był zgodny. Zwłaszcza zaś uwidoczniał on niepoślednią rolę Kałuży – tak jak w meczach wiosennych – znów wspaniale dyrygował atakiem i odzyskał swą pewność strzału . Podobnie zresztą cała Cracovia wykazała swą przed-wakacyjną formę .

Co do przebiegu meczu: pierwszy gol w spotkaniu padł w 27. minucie meczu, a jego strzelcem był Gintel, który wykorzystał rzut karny podyktowany – wedle jednych przekazów – za zagranie ręką, wedle innych zaś za foul .

Zdajmy się w tej sytuacji na relację “IKC-a”: napad „Cracovii” prawie ani razu nie cofnął się poza linię środkowa, podobnie i pomoc jej a niekiedy i obrona zapuszczała się, w pogoni za piłką na pole karne Warszawiaków, atak za atakiem uderzał w bramkę „Polonii”, której bronił dzielnie Loth przy pomocy trzy czwartej drużyny, oszołomionej szybkością strzałów. Napastnicy „Cracovii” nie mogli oddać czystego strzału do bramki swych przeciwników – usiłowali również i pomocnicy, wszystko na próżno. Piłka przez pół godziny odbijała się od wszystkich jedynastu graczy warszawskich, aż wreszcie, któryś z Warszawiaków nie mogąc nogą odbił ją ręką.

Po strzeleniu gola na 1:0 Pasiacy nieco spuszczają z tonu – poza golem z rzutu karnego bliski zdobycia bramki był tylko Synowiec, który posłał piękny strzał (…) tuż nad poprzeczką . W drugiej części meczu Cracovia przeważała jeszcze wyraźniej i zdołała podwyższyć rezultat. W 51 i 61 minucie padają kolejne gole, które uzyskuje niezmordowany Kałuża (IKC dodawał, że bramka na 2:0 padła po ładnej kombinacji Sperlinga, z kolei “Przegląd Sportowy” utrzymywał, że Kałuża zdobył tę bramkę korzystając z zamieszania po rzucie z rogu ).

Relatywnie niska liczba strzelonych w tym meczu przez Cracovię bramek była też zasługą chwalonego na wszelkie możliwe sposoby golkipera gości, Jana Lotha, który został w jednej z relacji określony bezsprzecznie najlepszym w Polsce bramkarzem . I z całą pewnością nie była to opinia bezpodstawna: kilka miesięcy później, w grudniu 1921 roku, Loth wystąpił na bramce w historycznym, pierwszym meczu reprezentacji Polski (przegranym z Węgrami w Budapeszcie 0:1) i również zebrał za swą grę znakomite recenzje. Co ciekawe Loth pod koniec kariery… zmienił pozycję i z bramki został przesunięty do pomocy, a następnie do napadu. Jeszcze ciekawsze, że był on w nowej funkcji na tyle skuteczny, że również jako gracz z pola otrzymał powołania do reprezentacji. Jest to do dziś jedyny gracz, który występował w reprezentacji Polski na pozycji bramkarza (trzykrotnie) oraz na pozycji nominalnego gracza z pola (dwa razy) i można przypuszczać, że ten tytuł pozostanie już wyłączną własnością Jana Lotha.

Wracając jednak jeszcze na chwilę do meczu Cracovii z Polonią: tak się złożyło, że był to również dwusetny występ w barwach “Biało-Czerwonych” kapitana krakowskiej jedenastki, Tadeusza Synowca. Jak donosił Ilustrowany Kuryer Codzienny: przed rozpoczęciem gry obie drużyny złożyły „sędziwemu” jubilatowi serdeczne życzenia , zaś widzowie zgotowali długotrwałą owacyę a zarząd klubu piękny upominek. Również drużyna Polonii wręczyła Synowcowi piękny dyplom wraz z odznaką klubu.

Dziś może liczba dwustu meczów nie robi aż takiego wrażenia, jednak przed stu laty dwieście meczów w pierwszej drużynie – a zwłaszcza w tak znakomitej drużynie, jaką była ówczesna Cracovia – stanowiło osiągnięcie wyjątkowe.

Dla podsumowanie trzeciej serii gier z 1921 roku można powiedzieć, że początkowo warszawska Polonia nie była postrzegana jako drużyna mogąca powalczyć choćby o wicemistrzostwo. Sądzono, że rywalizacja rozstrzygnie się pomiędzy Krakowem, a Lwowem – Cracovia i Pogoń były to wówczas dwa najmocniejsze zespoły w kraju pod względem potencjału kadrowego i organizacyjnego. Nieoczekiwany spadek formy Lwowiaków i porażki na starcie w zasadzie przekreśliły jednak ich szanse – Cracovia już po trzech meczach była stawiana w roli murowanego faworyta do mistrzowskiego tytułu (Pasy miały na koncie 6 punktów, najgroźniejsi rywale: po 2). Polonia natomiast, mimo porażki, udowodniła że jej rosnące aspiracje wcale nie są formułowane na wyrost.

Paweł Mazur “depesz”

Artykuł powstał przy wykorzystaniu materiałów opublikowanych na portalu WikiPasy.pl, zwłaszcza zaś fotokopii relacji prasowych z gazet: “Przegląd Sportowy”, “Tygodnik Sportowy”, “Ilustrowany Kuryer Codzienny”, “Czas” oraz “Nowy Dziennik”.

Dodaj komentarz